Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka alternatywna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka alternatywna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Spełnij swoje SEXualne marzenia. Ze Skinny Patrini

Z tą płytą jest jak z seksem – jak się w tym zasmakujesz, to nie możesz przestać.

 Ja nie mogę. Od dobrych kilku tygodni próbuję zdjąć słuchawki bądź w najlepszym razie włączyć inną płytę. Bezskutecznie. A o tym, że totalnie stracę głowę dla nowego dzieła Skinny Patrini wiedziałam już kilka miesięcy temu, kiedy światło dzienne ujrzała piosenka zapowiadająca album „The Wind”. Już wtedy z czystą przyjemnością narażałam się na dziwne spojrzenia rodaków w tramwajach i sklepowych kolejkach kiwając się w swoich słuchawkach do piosenki z głośnością ustawioną tak, by dobrze odebrać utwór i przez przypadek odbiór ten cząstkowo przekazać także innym. Podniecona do granic możliwości w końcu doczekałam się premiery „Sexu”. I co? Totalny odlot. Muzyczna uczta. Poczucie spełnienia. A pozostając już przy tematyce seksualnej - po prostu ORGAZM!

 „Sex” zasługuje bowiem na wszystkie, nawet najbardziej wazeliniarskie określenia, jakie kiedykolwiek powstały. Nie chodzi tu już tylko o pewien muzyczny poziom jaki Skinny Patrini wyznaczyło na płycie, ale łatki jakie dzięki tej płycie mogą sobie spokojnie odpruć z kubraczka. Z nieco sympatyzującego z electroclashem bandu przeistoczyli się w kompletnie nieprzewidywalną gatunkowo i palącą brzmieniem niczym chilli kapelę. Podobnie jak na wydanej trzy lata temu „Duty Free'' trójmiejski duet postawił na melodyjne i błyskawicznie wpadające w ucho dźwięki, które mimo często nie ludzkiej wręcz dynamiki, będzie mogła zaśpiewać niejedna publiczność. I porządnie się przy tym wyszaleć. Bo jakby nie spojrzeć to, co od razu rzuca się w uszy to potężna dawka emocji jakich trochę brakowało mi na poprzedniej płycie. W przypadku „Sexu'' ciarki na całym ciele towarzyszą mi w refrenach w „Life/Time'' czy „Something Special”, które swoją mocą dosłownie zwalają z nóg.

 O dziwo podobną siłę rażenia mają ballady, a szczególnie kończące (z tym nie tak do końca, ale tą tajemnicę powinien odkryć słuchacz samemu) album „Glory”, które uważam za jeden z najmocniejszych punktów na tej płycie. Spokojniejsza nuta nie oznacza jednak chwili wytchnienia czy tańca-przytulańca na imprezie. Nie takie numery ze Skinny Patrini. Być może to właśnie te utwory mogą nas przyprawić o szybsze bicie serca. Tak jest w moim przypadku ze wspomnianym „Glory”, które od początku do końca hipnotyzuje, zniewala i niepokoi. Cechy te można jednak z powodzeniem przypisać każdej piosence na krążku. Okraszony w mocne i niemal mechaniczne electro klimat wraz z doskonale wybijającą się z tych dźwięków wokalizą Ani Patrini daje nam mieszankę wręcz doskonałą. A to, że taka muzyka nie wpisuje się w czyjąś estetykę i uważana jest za muzyczny kicz (z takim zdaniem kilka razy się spotkałam) to już inna kwestia, nad którą nie warto debatować. Produkcyjnie i brzmieniowo jest to album nie do zdarcia. Nadzwyczaj równy i bajecznie rozmaity jednocześnie, stawia trójmiejski duet na najwyższej półce z muzyką elektroniczną nie tylko w kraju (a może przede wszystkim w tym kraju) ale także i na świecie. Mogliśmy się chwalić że mamy naprawdę reprezentatywny na całym globie rock alternatywny, folk czy alternatywny pop. Teraz możemy pochwalić, że mamy nad Wisłą bardzo wyszukane i dobre electro.

 

niedziela, 10 czerwca 2012

Enchanted Hunters debiutują. Recenzja płyty "Peoria"


Ile tytoniu wypaliłam kontemplując i słuchając debiutanckiego wydawnictwa formacji Enchanted Hunters? Nie zadałam sobie trudu jakim byłoby policzenie ilości wypalonych fajek bowiem nie one są wyznacznikiem poziomu płyty "Peoria". Trudno przy tego rodzaju muzyce znaleźć jakiekolwiek rozsądne kryteria oceny, które jednocześnie nie zamykałyby młodych twórców w matematycznych cyferkach. Opisując ten album, wkroczę na ścieżkę wskazaną niegdyś przez Gombrowicza, który zachęcał krytyków by recenzowali raczej swoje uczucia i siebie samego, niż twórców i  ich dzieła.

Od niechlubnego palenia zaczęłam, więc śmiało mogę zmierzać dalej przez gąszcz folkowych i dream-popowych dźwięków jakie zesłał nam wraz ze swoją pierwszą płytą trójmiejski band Enchanted Hunters. Już pierwszy odsłuch "Peorii" odurza, przywodzi na myśl wiele skojarzeń, oddala trochę od rzeczywistości. Słuchacz płynnie przechodzi od radosnej euforii jaka emanuje z "Ladybug" do melancholijnego zastanowienia w "Go on Don" i "Fountains", by następnie przejść do stanu...który niełatwo opisać słowami. Ni to smutek, ni radość, właściwie coś pośrodku. W takim niecodziennym stanie słuchacz pozostaje do samego końca i nim się obejrzy - "Peoria" dobiega kresu. Czas na odetchnięcie, chwilę zadumy w ciszy, zastanowienie się nad tym co usłyszeliśmy. Osłuchany miłośnik muzyki spróbuje zasięgnąć do swojej płytoteki i odpali krążki artystów, z którymi kojarzy się to, co przed chwilą usłyszał. The Raincoats? Hm, czemu nie. Rio en Medio? O tak, to jest to! Potem nadchodzi powrót do albumu i tak już bez końca.


Tak właśnie w wielkim skrócie wyglądała moja przygoda z płytą "Peoria". Napisanie recenzji nie jest oczywiście jej zakończeniem, a może nawet początkiem. Zawsze z wielką nadzieję wypatruję na horyzoncie artystów proponujących polskim słuchaczom folk, lo-fi i dream-pop. Są to gatunki nie tylko bliskie mi sercu, ale przede wszystkim wciąż czyste i wolne od skazy mainstreamu. A co najwspanialsze ową nieskazitelność czuć w muzyce i głosach młodych ludzi, którzy wychodzą do ludzi z tym co im w duszy gra.

Posłuchaj utworu "Ladybug"




piątek, 9 marca 2012

Patronat Zagwozdki: IV CoCArt Music Festival

Mam zaszczyt poinformować Was o niezwykłej imprezie muzycznej jakiej patronować będzie blog muzyczny Zagwozdka! Jest nią czwarta edycja CoCArt Music Festival, który skupia się wokół muzyki eksperymentalnej i awangardowej, przedstawiając wybitnych i ciekawych przedstawicieli tych gatunków z różnych zakątków świata.
Dla miasta Torunia jest to wyjątkowe wydarzenie - toruńskie kluby raczej rzadko promują tego rodzaju muzykę, a elektronika nie jest w tych rejonach szczególnie lubiana. Wyjątkowość tego festiwalu polega też gościach jacy co roku zjawiają się w mieście Kopernika by dać popis swoich możliwości.

W tym roku w Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu pojawią się:

Chris Cutler (UK)
C.3.3. (UK) - Paul Jamrozy, ex Test Dept
Steve Buchanan & Heike Fiedler (CH)
pathMAN (PL) - ex Atman
ZENIAL (PL)
HATI (PL)


Co jakiś czas będę wam przybliżać sylwetki artystów, którzy pojawią się w toruńskim CSW, a dziś zacznę pierwszym filmikiem, który powinien trochę rozjaśnić definicję muzyki eksperymentalnej i awangardowej, wszystkim tym którzy pierwszy raz się z takimi pojęciami stykają;)

środa, 7 marca 2012

Ciemna strona słońca według Jakuba Nox Ambroziaka




Z Kubą rozmawiałam dla portalu Wiadomości24.pl jakiś czas temu. Chciałabym przedstawić go jakby ponownie, z nadzieją, iż znajdzie on kolejnego fana swojej twórczości. Słuchacze spragnieni powiewu świeżości w polskiej muzyce elektronicznej powini szybko nadrobić zaległości i posłuchać jego nowego krążka.

Nox zaprezentował go światu paręnaście tygodni temu pod przewrotnym tytułem ''The Dark Side of the Sun''. W rozmowie ze mną opowiedział o swojej płycie, procesie tworzenia i tym, kim są dla niego słuchacze.

Ja:Nazwą płyty nawiązujesz w jakiś sposób do legendarnego 'The Dark Side of the Moon' Floydów?

Jakub Nox Ambroziak: Moja pierwsza płyta 'No album EP', często określana była mianem 'ciemnej strony księżyca'. Pomyślałem sobie, że w tytule nowej płyty zmienię "moon" na "sun", przez co krążek zmieni trochę charakter.

Sun (słońce) kojarzy się powszechnie z radością, a ten krążek do radosnych nie należy...

Tak, jest bardzo "surowy"... Nie chodzi tu o samo słowo "Sun" lecz "Dark Side of the Sun", co oznacza "ciemna strona słońca", która de facto nie istnieje.

Surowy, mroczny, nieco psychodeliczny... Trudno mi sobie wyobrazić sukces takiej płyty na polskim rynku muzycznym. Czego właściwie oczekujesz? Znalezienia stałej grupy słuchaczy? Spopularyzowania takiego rodzaju muzyki?

Mam już stałą grupę słuchaczy, staram się ją powiększać. Dla mnie dużym sukcesem jest sam fakt że "Noon" objął patronat nad projektem. A taka muzyka ostatnimi czasy jest coraz bardziej popularna w Polsce za sprawą choćby "U know me records".

Stacje radiowe jednak wciąż mają chyba jakąś awersję do ambientu, industrialu i tym podobnych, mniej znanych gatunków...?

Myślę, że trzeba tylko dobrze trafiać do odbiorcy. Grałem już w Radio Roxy, Radio Koszalin, w Czwórce, Kampusie i paru innych. Nie narzekam na zły odbiór materiału przez stacje radiowe. A jak przedstawia się to ogółem w Polsce? Naprawdę nie jestem w stanie stwierdzić.

Nie interesuje Cię scena muzyczna na której tworzysz?

Interesuję mnie bardzo, na bieżąco sprawdzam nowe rzeczy z Warp Rec, U Know Me Rec, Brainfeeder czy Project Mooncircle. To bardzo uznane wytwórnie muzyki elektronicznej, reprezentujące muzykę na światowym poziomie

Mówiłeś, że tą płytę stworzyłeś dla siebie. Odważne podejście jak na tak młodego artystę. Kim jest dla ciebie w tym wszystkim słuchacz?

Słuchacz jest dla mnie recenzentem i odbiorcą. Muzykę tworzę dla siebie, a jeśli ktoś ją doceni, to tym bardziej jest mi miło. Aczkolwiek nie wymagam, aby komukolwiek podobały się moje kompozycje. Słucham dużo swojej muzyki, co daje mi sporo satysfakcji.

Jak wygląda u ciebie proces tworzenia muzyki? Możesz to opisać?

Nie chciałbym zdradzać wszystkiego... Pozostańmy może przy tym, że w swoich kompozycjach używam dużo sampli z płyt winylowych, trochę syntezatorów, fragmentów z filmów, czy własnoręcznie nagrywanych dźwięków. Wszystko to miksuje w programie FL Studio.

To od strony technicznej, a co się dzieje w głowie? Inspiracje? Włączając sprzęt, wiesz już co zrobisz czy to rodzi się dopiero później?

Inspiruję się innymi utworami, staram się z bazy dźwięków, które posiadam, stworzyć coś czym się emocjonuję, co mnie obecnie fascynuje. Nie mam zwykle w głowie utworów od A do Z. I często kawałki powstają pod wpływem impulsu, chwili. Chociaż nie zawsze tak jest. Czasem nad utworem pracuję pół roku, a czasem 10 minut, nie ma na to reguły

Czego możemy się spodziewać w związku z promocją płyty? Jakieś teledyski? Występy na żywo?

Tak, planowane jest nagranie teledysku na przestrzeni lutego/marca. Mam też sporo zaproszeń na granie koncertów live, jednak jestem bardziej nastawiony na pracę w studio. Rozpocząłem też prace nad czymś nowym.

Nowym albumem?

Tak dokładnie, ale nie chce nic więcej zdradzać. Tym razem będzie to coś zupełnie innego.

W takim razie nie będę naciskać. W ostatnim zdaniu wywiadu zawsze daję chwilę dla artysty. Jakbyś miał przekonać ludzi do kupna swojego albumu, to co byś powiedział?

Powiedziałbym, że warto mieć ten album w swojej kolekcji po pierwsze ze względów estetycznych, a po drugie dlatego, iż zawarty na niej materiał jest podsumowaniem mojej działalności w 2011 roku. Jednocześnie też EPka ta zamyka pewien etap w mojej twórczości, a otwiera nowy. Każdy ceniący sobie dobrą polską elektronikę słuchacz powinien mieć ten album na półce.Utwory z krążka ''The Dark Side of The Sun'' możecie posłuchać TUTAJ!

wtorek, 6 marca 2012

My Music For Peace

Dziś chciałabym zaprezentować kilka zdjęć z dość niezwykłego wydarzenia w jakim miałam okazję uczestniczyć jakiś czas temu. A są nim dwa koncerty z udziałem amerykańskiego wirtuoza 9-strunowych skrzypiec Steve`a Kindlera, oraz polskiego artysty i założyciela grupy SBB – Józefa Skrzeka.

Oba przedsięwzięcia zrealizowała toruńska fundacja Boryna Centrum Terapii Dźwiękiem i Muzyką, której jednym z celów jest zwalczaniem przemocy za pomocą muzyki. Koncert Skrzeka i Kindlera pod hasłem My Music For Peace jest wstępem do większego projektu, który fundacja skrupulatnie realizuje.

Wspominam o tym, ponieważ rzadko zdarza mi się bywać na wydarzeniach muzycznych, przy których niezwykle ważną rolę odgrywa idea, a nie tylko sama rozrywka. Owszem, bywałam już na festiwalach, na których artyści głosili podobne poglądy, albo gdzie pieniądze z biletów przekazywało się na szczytne cele – My Music For Peace jest jednak szczególnym wydarzeniem. Głównie z tego powodu, iż było mi dane poznać artystów, którzy pojawili się w hotelu Bulwar i wcześniej radiu PiK. Mówię tu w szczególności o zagranicznym gościu koncertów – Steve Kindlerze. Jego życie, muzyka oraz rozmowa z nim pokazały jak bliski jest mu przekaz jaki niesie ze sobą hasło My Music For Peace. Dwa koncerty z Józefem Skrzekiem w Bydgoszczy i Toruniu dały tego najlepszy dowód;)